Zawczasu radzi księciu Józefowi, aby „mamkę wyszukać w swoich wsiach”…

Dziękuje „Książęciu” – zięciowi, że wezwał i zobligował równieńskiego doktora („którego również i ksiądz biskup chwali”) – do otoczenia opieką Ludwiki.  Winna ona być jednak „przez doktora dobrze wyegzaminowana”. Natomiast … „niańkę należy obowiązkowo wynaleźć we Lwowie. Najlepiej jaką uczciwą i porządną Niemkę”. W dalszym ciągu listu do córki pisze, że: „o wszystkim tym kochany książę powinien uczynić starania”, a w zakończeniu: „ściska córkę po milion razy z afektem i miłością nieskończoną”… „książęciu najniższe ukłony” załącza. W liście z 22 września 1777 r. cieszy się pani hetmanowa dowodami miłości córki, jakie znalazła w ostatnim jej liście i dodaje: „Najukochańszy Twój Ojciec kilka dni tu bawiąc… uszczęśliwiony czuł się Twoim pismem… Oboje spodziewamy się żądanej zawsze wiadomości o sytuacji Twojego zdrowia, o które będę nieprzestannie wota moje do Boga składać”. Wszystko więc ułożyło się pomyślnie dla Ludwiki i małżeństwo przestało jej wydawać się nieszczęściem. Poważny stan znacznie ułatwił Ludwice wrastanie w magnackie środowisko. Nie musiała teraz pokazywać się na pokojach, gdy zjeżdżali się goście, mogła nie oddawać wizyt, tłumacząc się swym stanem zdrowia. Nawet surowa i wymagająca księżna (teściowa) szanowała ten argument. Dnia 15 września 1777 roku Ludwika powiła pierwszego syna – dziedzica rodu Lubomirskich. Fakt ten wybitnie podniósł jej stanowisko na dworze równieńskim. Uszczęśliwiony książę Józef powiadomił natychmiast teściów przez umyślnego posłańca o przyjściu na świat wnuka, któremu na chrzcie dano imię Henryk. Hetmanowa Sosnowska w swym liście „nie potrafi wyrazić radości z narodzin „książątka”, dziękuje też „niezmiernie księciu” Józefowi za te dowody przyjaźni i zapowiada „wdzięczność nieskończoną”, że osobiście list do niej napisał. Dalej donosi „Księstwu”, że jej druga córka Katarzyna (hrabina Platerowa) odbyła również szczęśliwie połóg, urodziwszy córeczkę Julianę Aleksandrę. W zakończeniu pisze: „obliguję … ażebyś moja kochana Córko małego księcia Henryka codziennie w imieniu moim ucałowała, którego tak kocham, że mi w ustawicznej jest pamięci”. Ta niesmaczna w swej przesadzie i nienaturalna uniżoność wobec Lubomirskiego, zięcia przecież „pani hetmanowej” – świadczy, jak wysoko ceniła tytuł książęcy, i jak cieszył ją „awans” córki. Wiemy, że w dawnych czasach w sferze magnackiej – matki nie zajmowały się same własnymi dziećmi. Starczyło, że je urodziły, po czym od razu oddawano je w ręce mamki, niańki, a później wychowawczyni. Obcy ludzie kształtowali psychikę i charakter dziecka. W drugiej jednak połowie XVIII wieku pod wpływem dzieł i nawoływań J. J. Rousseau, a głównie jego Emila, niektóre panie zaczęły nie tylko zajmować się wychowaniem, ale nawet własną piersią karmić swoje dzieci. Do takich matek pragnęła należeć i Ludwika. Nie pozwolono jej jednak na to, bo od czegóż były poddanki w niezliczonych wsiach?… Dziecko jej chowało się zdrowo i od urodzenia odznaczało się niezwykłą pięknością. Uroda i wdzięk małego Henryczka były wprost urzekające. Już jako malec oczarował również swą wielce wpływową w polityce i najbogatszą w Polsce stryjenkę, ową wspomnianą już księżnę marszałkową Lubomirską.

Zabawki dla dzieci

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Posted by: admin on

error: Content is protected !!