Zaprojektował ponadto Kościuszko

Aby szpalerem leszczynowym obsadzić aleję, schodzącą jakby tarasem od dworu przez park aż do rzeki Piwonii, nad którą rozsiadło się miasteczko Sosnowica. I ten jego plan został szybko wykonany. Już wiosną 1775 r. „zaniedbany dotychczas, stary sosnowicki park półkolem otaczający murowany dworzec… przybrał zupełnie inny wygląd”. Stare drzewa otoczył Kościuszko staranną opieką; jedne kazał oczyścić z połamanych kikutów i odrostów-wilków; zmurszałe, grożące podczas każdej burzy zwaleniem się i połamaniem młodszych, kazał usunąć, odsłonił młodsze dęby i sosny, wytyczył nowe ścieżki oraz drogi i obsadził je szybko rosnącymi topolami, klonami lipami i brzozami. Zaprojektował modną w XVIII wieku zieloną altanę, która w kilka miesięcy później, gdy obrośnie powojem i bluszczem, stanie się miejscem spotkań i wyznań miłosnych dwojga zakochanych. Szczególnym staraniem otoczył stare drzewo dębu i sosenkę w parku rosnące, które nie wiadomo kiedy i przez kogo nazwane zostało „pocałunkiem drzew”. Przed wieluś tam laty – pisze Zygmunt Bartkiewicz – tuż obok pnia dębu „padło sosny nasionko skrzydlate i pęd młody piąć się zaczął szybko ku słońcu … Wtedy dąb jakby z miłosną troskliwością nad sosenkę się pochylił … a może i ona, chociaż iglasta, ku niemu się przygięła, aż zwarli się twardo – i zrośli, pijąc wzajemnie życie z siebie. I tak trwają jakby w pocałunku … Niżej splątane mają konary, niby w objęciu, zaś wieniec gęstwy liścianej kryje wstydliwie tajemnicę uścisku”. Wkoło nich rosły drzewa zmurszałe, „ostatnie dawnej puszczy niedobitki”. W toku tych wszystkich prac – na miarę czasów dzisiejszych, jeśli chodzi o koncepcję przetwarzania krajobrazu i ożywienia go – panna Ludwika gorliwie pomagała Kościuszce swoim zachwytem, a także kopiowaniem rysunków i planów. A prawdopodobnie – ona to była współinicjatorką i natchnieniem tych wszystkich poczynań. „Miała bowiem panna Ludwika nie tylko lica kształtne i kosy bujne pozłociste; miała usta malinowe, oczy sarnie, aksamitne i omdlewające … lecz i sentymenty bogate w duszy”. Mogła więc niejednego młodzieńca oczarować. Więc znowu dziw bierze, że do dwudziestego szóstego roku za mąż nie poszła… Czyżby czekała na Tadeusza, który pojechał w świat daleki po wiedzę, sławę i znaczenie? … Czyżby czekała?

drzewa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Posted by: admin on

error: Content is protected !!