Sytuacja ta, przypominająca jakby scenę z komedii, była jednak rzeczywistością

„Bo przecież pierwszeństwo wynalazku zawsze należy się kochankom – wyjaśnia Lucjan Siemieński – od których dopiero zapożyczają autorowie… Bowiem bojaźń narażenia się ambitnemu ojcu, przepaść majątkowa między kawalerem bez fortuny i wielkiego imienia, a panna licząca się do pierwszych partii – zmuszała zakochaną parę do podobnych wybiegów, byle tylko pod osłoną tajemnicy jak najdłużej używać lubych niepokojów, zwierzań się i niedowierzań, przysiąg i wyrzutów, znaczących spojrzeń i zdradliwych rumieńców … Wszakże cichy ten romans nie mógł liczyć na długie bezpieczeństwo; czuł to zapewne i sam kochanek, którego męski, otwarty charakter zżymał się na tę konieczność udawania i ukrywania uczuć, nie potępiających go ani wobec Boga, ani własnego sumienia. Lecz przez wzgląd na ukochaną osobę niepodobna było jawnie wystąpić lub wybuchnąć”. To rzekome udawanie przez Tadeusza miłości dla Zenowiczówny wydaje się nam wątpliwe. Czyż znana wszystkim prawość, prostolinijność i uczciwość Kościuszki pozwoliłyby mu na tego rodzaju wybiegi? Lecz skoro uciekać się do nich musieli XVI-wieczni Romeo i Julia, czyż nie mogli tego uczynić kochankowie wieku XVIII? Pan wojewoda-senator Sosnowski, zapraszając Kościuszkę na nauczyciela córek, nie przypuszczał nawet, żeby los mógł spłatać mu podobnego figla. Jakżeż mogło dojść do tego, że kapitan bez etatu w armii i bez żołdu zapałał głębszym uczuciem do jego córki, a co gorsza – zdobył jej wzajemność? Może być, że chytry wojewoda, marzący o uświetnieniu nie tylko swego rodu, ale i swej siedziby, poznawszy uzdolnienia Kościuszki, chciał je wykorzystać dla upiększenia swojej sosnowickiej siedziby.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Posted by: admin on

error: Content is protected !!