Spokój po ślubie

Sama Ludwika w pierwszych latach po ślubie bynajmniej nie czuła się nie tylko szczęśliwa, ale nawet spokojna. Nie mogła pomimo wszystko zapomnieć o Tadeuszu. Nic nie wiedziała, co się z nim dzieje, bo po prostu nie wypadało jej pytać o to. Męczyły ją nadal obowiązki towarzyskie i w ogóle obracanie się w magnackich salonach. Ze swej struktury psychicznej była raczej skromna, uczuciowa, szczera i bezpośrednia w obcowaniu z ludźmi. Wprawdzie dzięki nie zawsze uczciwym kombinacjom ojca należała do posażnych panien w ówczesnej Polsce, ale z rodzicielskiego domu nic wyniosła wielkopańskich manier i obyczajów, jakich wymagała nowa sytuacja. I zdawała sobie z tego sprawę, co jeszcze bardziej ją onieśmielało. Nie czuła się ani pewnie, ani dobrze podczas odwiedzin w innych siedzibach, jeszcze gorzej było, gdy wypadło jej przyjmować licznych gości na zamku równieńskim. Toteż Ludwika najchętniej przebywała -jak wspomnieliśmy – u Michałowstwa Lubomirskich w Dubnie, gdzie znalazła przyjazną duszę w księżnej Michałowej Magdalenie z Raczyńskich, która przyjęła nową szwagierkę serdecznie. Gorzej było ze starszymi braćmi męża. Książę Franciszek Ksawery Lubomirski, ożeniony z bardzo bogatą Rosjanką, tytularny generał w wojsku rosyjskim, był całkowicie zruszczony; obracał się głównie wśród rosyjskiej arystokracji. Poszedł też pod niektórymi względami w ślady swego ojca – dumnego i awanturniczego. Odziedziczywszy wielkie dobra rodowe, tzw. Smilańszczyznę na Ukrainie, dopuszczał się podobnych jak ojciec ,.nadużyć, gwałtów i najazdów” na dwory szlacheckie. I „wszystko to uchodziło mu bezkarnie. Ostatnie poty wyciskał z chłopów, obciążając ich robocizną ponad wszelką wytrzymałość. Jak ojciec Stanisław, tak i on był awanturnikiem, a czuł się królikiem kresowym”. Ludwika bała się wprost tego mężowskiego brata, i aby nie być zmuszoną do przebywania w jego towarzystwie, udawała chorą, gdy ks. Fr. Ksawery odwiedzał Równe. Brat Aleksander, który po ojcu objął kasztelanię kijowską, wydawał się Ludwice sympatyczniejszy, ale z tym wypadło jej spotykać się rzadziej, gdyż przebywał najczęściej za granicą, a kiedy ożenił się z Rozalią Chodkiewiczówną, zamieszkał na stałe w Paryżu. Najbardziej przypadł jej do serca Michał Lubomirski, przebywający stale w swej wspaniałej siedzibie w Dubnie. „Utrzymywał dom swój na stopie odpowiedniej i rodowi swemu i wielkiej fortunie. Sam muzyk z zamiłowania – pisze Detiuk – wyborną trzymał orkiestrę. W czasie kontraktów dubieńskich dawał co tydzień dwa bałe, a co dzień obiady dla obywatelstwa. W salach zamkowych odbywały się też koncerta”. Ludwika, lubiąca muzykę i sama nieźle grająca na klawikordzie, najchętniej słuchała koncertów. Gorzej natomiast czuła się na sali balowej. Ale i tam z biegiem czasu opuszczało ją onieśmielenie, a serdeczność i takt w obejściu zjednywać jej zaczęły, zamiast zaciekawienia – zwykłą ludzką życzliwość. W kilka tygodni po kontraktach dubieńskich i po wizycie najstarszego brata, księcia Aleksandra, Ludwika znalazła pretekst, by się usunąć z życia towarzyskiego. Zaszła w ciążę i doznawała w związku z tym różnych dolegliwości, co zwalniało ją od obowiązków towarzyskich. Jak z tego wynika, pierwszy rok pożycia małżeńskiego i pobytu na zamku w Równem nie był dla Ludwiki łatwy do
przebrnięcia. Okres spodziewanego macierzyństwa całkiem nieoczekiwanie przyniósł jej pewne odprężenie. „Przepłynęłam przez wielce wzburzone wody … i jestem teraz spokojniejsza…” – donosiła matce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Posted by: admin on

error: Content is protected !!