Nie ważny majątek…

Dzisiaj dziwić nas może zgoda tak bogatych rodziców jak Lubomirscy na oddanie dziecka krewnej z myślą, że odziedziczy ono w przyszłości jeszcze większy niż ich rodzicielski majątek. Ale w tamtych czasach nie były to wypadki odosobnione. Przecież i starszy brat Józefa, Aleksander Lubomirski – jak podaje Stefan Jaroszewski – nie wychował się w rodzicielskim domu pod okiem ojca Stanisława (wojewody bracławskiego, a później kijowskiego) i matki Honoraty z Pociejów. Zabrali go dzieckiem, wychowywali i obdarowali dobrami Zofia i Antoni Lubomirscy, stryjeczni krewni jego ojca. Już w roku 1776 ks. Zofia oddała na własność Aleksandrowi aktem prawnym połowę warszawskiego pałacu Lubomirskich na Wielopolu (dziś pałac koło Żelaznej Bramy), a po jej śmierci w 1790 r. objął cały pałac oraz wielki klucz dóbr opolskich (Lubelskie) i dobrskich. W rodzinie Lubomirskich oddanie dziecka krewnym nie było czymś nadzwyczajnym. Poza tym w tamtych czasach na porządku dziennym było także oddawanie pańskich maleństw mamkom na wieś, przeciwko czemu tak ostro protestował J. J. Rousseau. Ale Ludwika wychowywała się w innej atmosferze. Ciężko było jej pogodzić się z myślą oddania synka. Zwyciężyła jednak wyższa racja. Prawdopodobnie Ludwika w liście do swej matki wspomniała zarówno o pomyślnych horoskopach dla chłopczyka, jak i o swym macierzyńskim niepokoju, albowiem hetmanowa Sosnowska pisze: „Arcy-przyjaznym i łaskawym jest oświadczenie księżnej marszałkowej dla kochanego naszego Henrysia …, zapewnienie mu tego wszystkiego, czego mu tylko do całkowitej pomyślności życzyć można …

majątek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Posted by: admin on

error: Content is protected !!