Miłość rośnie

Nic dziwnego, że w epoce XVIII-wiecznego sentymentalizmu i pod wpływem tej powieści potęgująca się z dnia na dzień wzajemna miłość Tadeusza oraz Ludwiki dochodziła do szczytu i lada moment mogła wybuchnąć wyznaniem i decyzją wspólnego pójścia w dalszą drogę życia. Nawet i wiosna tego 1775 roku sprzyjała miłości. Pojawiła się wcześnie i była pogodna, ciepła i piękna, jak rzadko kiedy, Słowiki w parku, zwłaszcza w wiklinie nad rzeką Piwonią zanosiły się od śpiewu, popadając wprost w ekstazę, konwalie i bzy odurzały zapachem. Ludwika i Tadeusz upojeni urokami przyrody chodzili teraz półprzytomni, jak gdyby pijani szczęściem, a towarzyszyła im, nie odstępująca ich ani na chwilę, cnotliwa ciotunia (Zenowiczówna), a niekiedy stryjeczna siostra, Teklunia Sosnowska. Odkrywali nowe ustronne zakątki ogrodu, przeznaczone na wprowadzenie udoskonalających innowacji. Słuchali przy świetle księżyca śpiewu słowików. Cóż dziwnego, że w tych warunkach pogłębiła się miłość … „Znalazły się wkrótce wszystkie nieodzowne akcesoria, których wiek XVIII do budzenia wzruszeń miłosnych używać rozkazywał – pisze Stanisław Wasylewski; to jest gitara, cicho o struny wieczorem trącana, zaciszna berseusa w tajemniczym ustroniu, kępa natchnienia w cichej solitudzie i sekret przed ich mość rodzicami najgłębszy, którego nie zdradzi ciocia przyzwoitka … Za czym potoczyły się sprawy, jak zazwyczaj toczyć się zwykły”. ‚

miłość

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Posted by: admin on

error: Content is protected !!